Wójt Piotrowski nie zrezygnował z urzędu. Zadbał o swój interes, czy gminy?

Przez 
(1 głos)
W rozsądnie zarządzanej gminie wójt wraz z radnymi współtworzy ważne dokumenty, które będą w przyszłości mieć wpływ na życie mieszkańców. Piotr Piotrowski, wójt Mogilan z radą gminy nie chciał jednak współpracować.

Nie potrafił też porozumieć się z członkami Stowarzyszenia Przyjazna Gmina Mogilany, które wyniosło go na urząd wójta w poprzednich wyborach samorządowych. Ostatecznie został skreślony z listy jego członków, a w obecnych wyborach stowarzyszenie udzieliło poparcia Grzegorzowi Stokłosie.

Na linii wójt Piotr Piotrowski – Rada Gminy Mogilany źle działo się niemal od początku kadencji. Do pierwszego poważnego sporu doszło wówczas, gdy wójt nie zapewnił radnym pomocy prawnika, z którym mogliby konsultować przygotowywane przez urzędników projekty uchwał. Radnym na takim wsparciu bardzo zależało, bo chcieli działać profesjonalnie, czyli uchwalać dobre prawo, które nie byłoby sprzeczne z innymi przepisami i nie narażało gminy na odszkodowania. Gdy wójt im nie zapewnił odpowiedniej obsługi prawnej, radni postanowili opłacać konsultacje z własnych diet.

Ponadto od początku kadencji dochodziło do sytuacji, kiedy to Grzegorzowi Stokłosie, przewodniczącemu rady, przedkładano do podpisu uchwały różniące się treścią od tych, które radni uchwalali na sesjach. Problem dotyczył m.in. uchwał tzw. okołobudżetowych, zmian w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, a nawet uchwał dotyczących nadania nazw ulicom. Podpisanie wadliwego dokumentu łączyło się z odpowiedzialnością karną za potwierdzenie nieprawdy. Wójt to jednak ignorował, co świadczyło o braku właściwego nadzoru nad pracownikami merytorycznymi zatrudnionymi w Urzędzie Gminy Mogilany.

Poważnie utrudniona była też współpraca z urzędem gminy. Zdarzało się, że radni nie mogli doprosić się przekazania podstawowych dokumentów dotyczących funkcjonowania gminy. Przestraszeni pracownicy niechętnie lub wymijająco odpowiadali na ich pytania, a na jednym z ważniejszych posiedzeń komisji gospodarczo-komunalnej (3 listopada 2017) nie pojawił się żaden z urzędników, a sam wójt opuścił salę w trakcie obrad, choć omawiane miały być inwestycje na 2018 rok.

– Czyżby decyzje o zaciągnięciu pożyczek, które miały podwoić obecny już ponad 20-milionowy dług nie wymagały szczegółowego omówienia – zastanawia się Grzegorz Stokłosa.

Po ponad trzech latach nieudanej współpracy z wójtem, dziewięcioro radnych postanowiło wystąpić do wojewody z wnioskiem o ustanowienie komisarza, który miał zastąpić wójta i radę. Radni nie przyszli na ostatnią sesję z udziałem prawnika wojewody, co wzbudziło wiele niepochlebnych komentarzy, ale ta nieobecność była zasadna. Gdyby się na niej pojawili, przekreśliłoby to możliwość powołania zarządu komisarycznego.

– Wnioskując o komisarza chcieliśmy poddać weryfikacji pracę rady i wójta. Wójt nie był jednak na to gotowy, złożył wniosek o odwołanie rady, przy zachowaniu własnego stanowiska. Taka postawa doprowadziła do przedłużenia procedury powoływania komisarza. Gdyby jednak wójt sam zrezygnował, komisarz byłby w Mogilanach szybciej i wówczas nie przepadłyby żadne inwestycje, o których gmina informuje w mediach. Dlaczego wójt Piotrowski tego nie zrobił? O czyj więc interes zadbał. Swój czy gminy?

Wójt nie chciał współtworzyć uchwał

W rozsądnie zarządzanych gminach wójt wspólnie z radnymi tworzy ważne dokumenty dotyczące mieszkańców, do których zalicza się uchwałę budżetową czy studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. W Mogilanach taka dobra praktyka się jednak nie przyjęła. Brak współpracy przy konstruowaniu projektu budżetu doprowadził do tego, że co roku przekładany przez wójta dokument musiał być przez radnych mocno modyfikowany. Wszystko po to, by za pieniądze, którymi dysponuje gmina wykonać więcej inwestycji niż zaproponował wójt.

– Efekt był taki, że jako radni musieliśmy niemalże od zera konstruować tę uchwałę, uwzględniając rzeczywiste potrzeby mieszkańców i możliwości naszej gminy – mówi radny Grzegorz Stokłosa.

Niestety w każdym roku wymyślony i uchwalony przez radę budżet był przez wójta zaskarżany do Regionalnej Izby Obrachunkowej, ale RIO i tak ostatecznie przyznawała rację radnym.

– Takie działanie wójta było w naszym przekonaniu jedynie próbą zniechęcenia nas do dalszej pracy – mówią mogilańscy radni.

W ubiegłym roku sprawy zaszły jednak za daleko. Gdy po 15 listopada, zgodnie z obowiązującym trybem prac nad budżetem, Grzegorz Stokłosa poprosił Biuro Rady o terminarz w sprawie budżetu na 2018 rok, okazało się, że nie został on przygotowany.

– Wykonanie tej procedury było niezbędne do uchwalenia budżetu. Gdybyśmy ją pominęli zapewne skończyłoby się stwierdzeniem nieważności podpisanej przeze mnie uchwały. Nie mogłem do tego dopuścić. Nigdy nie działałem wbrew prawu. Nie zamierzałem też firmować swoim nazwiskiem niekompetencji urzędników. Ostatecznie budżet nie został więc uchwalony – mówi Grzegorz Stokłosa.

Wójt nie wykonuje zadań z budżetu

Podstawowym uprawnieniem i obowiązkiem rady jest kontrola, tego jak wójt zrealizował zapisy uchwały budżetowej. Jeśli wójt nie wykonuje zadań umieszczonych w tym dokumencie, radni nie udzielają mu tzw. absolutorium. Taki przypadek też się wydarzył w Mogilanach. Najpoważniejszym zarzutami wobec wójta była wówczas niegospodarność, niecelowe wydatkowanie środków publicznych i utrata majątku gminy. Zarzuty te zostały zawarte w negatywnej opinii Komisji Rewizyjnej Gminy Mogilany. Regionalna Izba Obrachunkowa w Krakowie uznała, że mogilańscy radni mieli rację.

A ponieważ dobra płaca powinna iść w ślad za dobrą pracą, radni uznali, że wynagrodzenie wójta Piotrowskiego jest nieproporcjonalnie wysokie do efektów jego działań na rzecz gminy Mogilany. W związku z tym obniżono mu pensję. Istotnym argumentem uzasadniającym zmniejszenie wynagrodzenia był też lekceważący stosunek do potrzeb i wniosków mieszkańców. Do Rady Gminy Mogilany wpłynęło bowiem wiele zasadnych skarg na działalność wójta gminy Mogilany.

Wójt obojętny na problemy mieszkańców

Marek Wątor, mieszkaniec dzielnicy Żary przez kilka lat walczył o poprawę oświetlenia na jednej z tamtejszych ulic. – Korzystamy z jedynej drogi głównej, przez którą każdy musi przejechać lub przejść, np. dzieci idące do busa szkolnego. Wójt nie chciał dać pieniędzy na poprawienie oświetlenia – mówi.

Pokazuje przy tym siedem pism, które są odpowiedziami wójta na wnioski o pomoc. Wszystkie odmowne.

– Czułem się bezsilny, pomogły dopiero interwencje radnych m. in. Grzegorza Stokłosy i Grzegorza Malika. W końcu przyjechała ekipa i przycięła gałęzie drzew, które przysłaniały lampy.

Dzięki interwencji radnych inny mieszkaniec gminy – właściciel działki notorycznie zalewanej z powodu źle zrobionego odwodnienia na gminnej drodze, doczekał się przekierowania wód opadowych.

Wsparcia od wójta Piotrowskiego nie doczekali też strażacy z Konar. – Wezwani do pożaru, przebierali się na drodze, bo nie mieli pomieszczenia socjalnego – mówi Adam Sikora, prezes OSP Konary.

Po powrocie z wezwania myli się przy beczkowozie na drodze. Po kontrolach Państwowej Straży Pożarnej w zaleceniach była poprawa warunków socjalnych dla strażaków. Władze gminy nie widziały problemu. – Dopiero radny Grzegorz Malik znalazł pieniądze na wybudowanie świetlicy wraz zapleczem socjalnym i łazienką dla strażaków – mówi prezes OSP Konary.

Wójt nie zleca opinii w sprawie studium. Kogo się boi?

Zarówno w kampanii wyborczej, jak i na łamach „Głosu Gminy Mogilany” wójt Piotrowski podkreślał, jak ważne dla gminy jest uchwalenie „studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Mogilany”. Ponieważ za tymi słowami nie szły żadne konkretne działania, Rada Gminy Mogilany na początku 2015 roku podjęła rezolucję, zobowiązującą wójta do przyspieszenia prac nad projektem studium. Dopiero po dwóch latach od tej rezolucji, czyli w styczniu 2017 roku wójt przedłożył do biura rady projekt. Niestety zawierał on wiele błędów.

– Nie mogłam uwierzyć, w to co zobaczyłam na mojej ziemi w studium zagospodarowania przestrzennego – mówi Józefa Tylek mieszkanka Mogilan. – Na przydomowej działce miałam cmentarz, choć złożyłam wniosek o przekwalifikowanie jej na działkę budowlaną. Gdy radni zajęli się sprawą, okazało się, że komuś w gminie pomylił się kolor na mapie. Problem dotyczył nie tylko Józefy Tylek, ale wielu osób mieszkających na obszarze kilkudziesięciu hektarów

Ale to nie koniec "koszmaru z ulicy Wiązów" (bo mieszkańcom Mogilan afera ze studium zaczęła się kojarzyć ze słynnym thrillerem). Część działek w projekcie studium została przekwalifikowana na tereny zielone, co oznaczało, że nie można na nich nic wybudować. Zazwyczaj tereny zielone są wymagane na osiedlach budowanych przez deweloperów, ale to inwestor powinien część swojej ziemi przeznaczyć na ten cel. Tutaj mogło to stać się kosztem mieszkańców gminy. Skargi i prośby dotyczące niesprawiedliwych przekształceń gruntów docierały także do radnych.

– Prosiliśmy wójta o uwzględnienie tych próśb, bo w naszej ocenie były takie możliwości. Spotkaliśmy się z kategoryczną odmową współpracy. Ciekawe czyje interesy reprezentował wójt? – zastanawiają się dziś radni.

Poza tym w studium nie ujęto programu rewitalizacji dla wszystkich sołectw, który dawał możliwość np. odnowy rynku w Mogilanach oraz powstania centrów rekreacyjnych we wsiach czy placów zabaw – tłumaczy radny Stokłosa. Otrzymaliśmy również dokument od organu nadzorczego polecający wstrzymanie uchwalenia studium.

Przegłosowanie zaproponowanego przez wójta studium doprowadziłoby do stwierdzenia jego nieważności, bowiem było niezgodne z ustawą, która nakazuje zabezpieczać potrzeby kulturalne i integracyjne lokalnych społeczności wynikające z uchwały o rewitalizacji. Gmina straciłaby 100 tys. zł wydanych na projekt studium, który nie byłby zatwierdzony przez Urząd Wojewódzki. Wówczas radni wróciliby do stanu sprzed kilkunastu lat i wszystko trzeba byłoby zacząć od początku.

– Wielokrotnie zadawaliśmy pytanie wójtowi, czy projekt studium jest zgodny z obowiązującym prawem. Nigdy nie dostaliśmy odpowiedzi twierdzącej. Wnioskowaliśmy więc o wykonanie opinii prawnej. I choć wójt pisemnie zawiadomił nas, że skierował w tej sprawie zapytanie do pani adwokat, to w rezultacie nie zlecił wykonania takiej opinii. Jeśli były błędy, wójt mógł projekt studium poprawić albo wycofać z rady gminy.Ale tego nie zrobił. Być może bał się reakcji mieszkańców, na fakt, że studium nie zostało przez niego należycie przygotowane – zauważa Grzegorz Stokłosa.

***

Wójt Piotr Piotrowski wielokrotnie odnosił się w sposób arogancki do radnych zarzucając im w niewybrednych słowach brak wiedzy, umiejętności czy wykształcenia. Te niestosowne zachowania powtarzały się praktycznie na każdej sesji. Do tych bezpardonowych ataków wykorzystywał też często biuletyn informacyjny „Głos Gminy Mogilany” finansowany z budżetu gminy i wydawany przez Urząd Gminy.

Informacje, które mieszkańcom przekazywały lokalne gazety i portale związane z wójtem nijak mają się do rzeczywistości. Fakty pokazują, że w ciągu tej kadencji wójt nie chciał współpracować z radą dla dobra mieszkańców gminy. Nie chciał ustąpić ze stanowiska, by komisarz mógł skontrolować jego i radnych pracę, a następnie przeprowadzić zaplanowane na ten rok inwestycje. Gdyby zachował się inaczej, wówczas nie przepadłoby wyliczone przez niego 10 mln złotych.

 

Czytany 663 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 11 Paź 2018 08:35